piątek, 22 sierpnia 2008

Początek "roków"- szkolnych i przedszkolnych.

No i wystartowaliśmy. 18 sierpnia o godzinie 11- Stachu zaczął swoją norweską przygodę ze szkołą. Poszedł do drugiej klasy (w Polsce zacząłby pierwszą). Poszliśmy z nim całą familią: ojcowie, stryjowie, rodzeństwo w linii prostej i krzywej oraz Sonia (koleżanka Tosi). Panie bardzo przyjemne, nie robiły problemu z zagęszczania tłumu w klasie na pierwszej lekcji.
Po przywitaniu dzieci po wakacjach, przedstawieniu Staszka, paru słowach o książkach- dzieci czytały z tablicy napisane imiona a potem rysowały co chciały... i o dziwo Stasiu nie narysował żadnych militariów ani Indianego Jonesa tylko dom w którym mieszkamy z przylegającym sąsiadów, nasze rowery i auto nie nasze.
Potem zdjęcie pamiątkowe klasy na boisku i wróciliśmy do domu.
Następnego dnia Tosia była pierwszy dzień w przedszkolu. Tym razem obyło się bez oficjalnego powitania. Po prostu dzieci przyszły i zaczęły się bawić. Na drugi dzień jedna z pięciu pań wychowawczyń wzięła mnie do pokoju zwierzeń i wypytała mnie o wszystkie szczegóły z życia Tosi począwszy od od okresu embrionalnego.
Rano jeździmy rowerami we trójkę ze Staszkiem, który ma codziennie zajęcia od 9 do 13.30. Przed przedszkolem rozdzielamy się (szkoła jest naprzeciwko przedszkola). Zostaję z Tosią tak długo póki łaskawie nie zezwoli mi oddalić się. Dziś nie było Sonii więc Tosia przeżyła mały kryzysik, że będzie musiała być sama z niemówiącymi po polsku. Panie mówiły, że nie było źle ale chodziła smutna. Nie było mnie raptem 2 godziny. Jeśli chodzi o same zajęcia obojga dzieci to są bardzo zadowolone jednak bariera językowa trochę odbiera entuzjazmu obojgu. Sprawiają wrażenie lekko przestraszonych i zawstydzonych. U Stacha jednak wygląda to lepiej. On sam jakoś próbuje się dogadywać i dzieci w klasie mają trochę inne nastawienie do niego.
W przedszkolu jak w neandertalu prawo silniejszego. Na pytanie czy dziewczyny będą bawić się z Tosią jedna odpowiedziała prosto -nie! Całe szczęście ma ona wsparcie w Sonii, która chodzi już ponad miesiąc do przedszkola, jest w starszej grupie i umie się stawiać okoniem tam gdzie w grę wchodzą rozwiązania siłowe (walka o rowerki np.).
Po tygodniu w szkole synuś nie odmówił współpracy wręcz odwrotnie jest zadowolony ze wszystkich zajęć, głównie tych na powietrzu. Został wielkim entuzjastą gry w palanta i przerw śniadaniowych, na których dostają mleko w kartonach (250ml). Od przyszłego tygodnia będą przerwy owocowe, sponsorowane przez szkołę. Za mleko płacimy ale jest na miejscu, nie trzeba więc nosić w plecaku. Obiadów nie ma ani w szkole ani przedszkolu, jedynie lunsj w południe. Tak to jest pomyślane aby dzieci mogły jeść obiad z rodzicami w domu.
Z fajnych pomysłów szkolnych jest lekcja na powietrzu, jeden dzień w tygodniu (tu wtorki) dzieci idą na wycieczki piesze i tam poznają przyrodę, okolicę, liczą ptaki, czytają napisy, uczą się o ruchu drogowym...Nie ma znaczenia jaka jest pogoda. Mają mieć w szkole dyżurne ubranie przeciwdeszczowe i zapasowe suche oraz kalosze.
W poniedziałki mają podczas lekcji pływanie na basenie (w budynku szkoły).
I to tak w skrócie o początku drogi edukacji naszych dzieci w Norge.
Pozdrawiamy cieplutko
Freye&Co.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Chętnie czytam, bo temat jako przyszłej przedszkolanki w Norwegii bardzo mnie interesuje, dziękuję bardzo za ciekawe informacje:) pozdrawiam ciepło:)