Miało być na koniec starego, a będzie na początek nowego roku.
Dlaczego? Po co? Dla kogo?... każda odpowiedź jest dobra.
Proszę otworzyć w nowej karcie to http://pl.youtube.com/watch?v=eCKzdFh_CQA i zagłębić się w opowiadanku:)
Był sobie derwisz, który czyniąc powinność swą (wirującym tańcem sławił Stwórcę) przemierzał świat.
Pewnego dnia, będący u kresu sił dotarł do wsi i zapytał o nocleg. Mieszkańcy wskazali mu domostwo szakira o imieniu Ten Który Nieustannie Dziękuje Bogu.
Szakir przyjął go z otwartymi ramionami, nakrarmił, napoił, dał ciepłą kołdrę do spania.
Derwisz zbierając się do drogi podziękował gospodarzowi, wychwalając jego bogactwo i dobre serce. Na co ten odpowiedział:
- Cała przyjemność po mojej stronie, kiedyś to i tak przeminie.
Zdziwił się derwisz ale zapamiętał te słowa i ruszył przed siebie.
Upłynęło trochę czasu, a droga znów doprowadziła go do wioski. Niestety domu szakira nie mógł odnaleźć. Znów zasięgnął języka u miejscowych. Okazało się, że przyszła powódź i zmiotła wszystkie dobra szakira Tego Który Nieustannie Dziękuje Bogu ale przyjął go pod swój dach sąsiad. Derwisz zapukał do jego drzwi. Zastał tam gospodarza i swego poprzedniego dobroczyńcę, któremu współczuł z całego serca. Ten odpowiedział:
- Nie martw się i to przeminie.
Kolejny raz derwisz sufi przemierzając świat trafił do wioski. Jakież było jego zdziwienie gdy okazało się, że szakir został beneficjentem wszystkich dóbr swojego sąsiada, który zmarł nie pozostawiając spadkobiercy. Widzę, że karta odwróciła się na dobre, powiedział derwisz do szakira. Tak ale i to przeminie- odparł szkir.
Minęło znów sporo czasu gdy derwisz dotarł do wioski, gdzie dowiedział się od miejscowych, że szkakir zmarł. Poszedł więc pochylić czoła nad grobem. Znalazł mogiłę i kamieniem nagrobnym, na którym zostało wyryte zdanie: Wszystko przeminie.
Pewnego dnia król ogłosił konkurs na wymyślenie czegoś, co sprawi, że będzie radosny gdy będzie mu źle i jednocześnie postawi na ziemi gdy będzie za bardzo rozradowany.
Wygrał derwisz, który ofiarował mu pierścień, na którym było wyryte zdanie: "To przeminie".
Teraz o muzyczce w tle. Pan, który się zwie Mercan Dede (niestety nie wiem, czy jest jakieś polskie tłumaczenie, np. Ten Który Nieustannie Gra Na Flecie Elektronicznym:) pochodzi z Turcji i jest słynny (tam i gdzieniegdzie w Świecie) z tego, że na jego koncertach występują prawdziwi derwisze z tańcem, symbolizującym harmonię z Bogiem poprzez ruch obrotowy (jak planety wokół Słońca). Skąd moja z nim znajomość? Z filmu "Życie jest muzyką" opowiadającym o życiu i muzyce (różnej i różnistej) w Istambule, widzianej i słyszanej uszami Niemca (z pochodzenia Turka) Faitha Akina. Pewien derwisz opowiada tam o symbolice ich stroju i tańcu. Niestety nie wyjaśnia skąd doniczka na głowie.
I to tak z początkiem Nowego Roku. Z braku mądrzejszych przemyśleń skandynawskich.
Pozdrówka Arleta&Freye.
wtorek, 30 grudnia 2008
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Urodziny.
Urodziny. I znowu minął rok. Życia mniej. Życia więcej o rok. A nad ranem mgła. A nad ranem mgła. Gasi diament łzy.
No i tak to Leszek Janerka napisał ładnie na urodziny, a ja skapliwie zaadaptowałam.
A kto nie zdążył z życzeniami- proszę ustawiać się w kolejeczkę:)
Wiem, że wszyscy pamiętają ale jeśli ktoś potrzebuje zanotować w wiecznym kalendarzu to dla porządku podaję: 28.12.1972. Ta data zmieniła losy ludzkości.
Czekamy na Nowy Rok, skończyły się Święta w wydaniu polskim na gruncie Szweckim. Na pytanie jak Szwedzi obchodzą Boże Narodzenie odpowiadam najszczerzej jak potrafię- nie wiem. Zostaliśmy podjęci typowymi potrawami polskimi. Niczego nie zabrakło. Przyjęcie było o najwyższym standardzie towarzyskim. Ola stanęła powyżej wysokości zadania i jakem Hiacynta byłam pod wrażeniem całości. Liczyłam na montignacowe menu, a tu, cytując reb(a?) Tewjego: TRADYSZYN!
Jedynie szyneczka z wbitą sosnową palemką ( patyk z koroną bibułową) miała upewnić nas, że jesteśmy poza Mateczką Ojczyzną.


Święta szybciutko przeleciały. Podróż długa, 16 godzin ciągłej jazdy z przerwami na siusiu albo Maca (Donaldziaka) albo dwa w jednym. Z różnic między oboma Królestwami na pierwszy plan rzuca się różnica w jakości dróg. Najgorszy odcinek drogi był najbliżej naszego domu. Nie dość, że ośnieżony to jeszcze śliski. Od Oslo do Karlskrony sama przyjemność. W Szwecji mijaliśmy kolejne zagrody
Kathult czy Bullerbyn. Tak właśnie to wygląda: trzy albo cztery domy niedaleko siebie potem długo, długo nic i powtóreczka. Duże miasta są 3 albo 4 (to podobnie jak w Norwegii). Dookoła równina, żadnych wzniesień. Czasami mijaliśmy jezioro otoczone laskiem (niezawielkim), a większość nazw miejscowości przypomina nazwy mebli z Ikei. Sama
Karlskrona jest miastem portowym, skomunikowanym z Gdynią. Ładne.
Kathult czy Bullerbyn. Tak właśnie to wygląda: trzy albo cztery domy niedaleko siebie potem długo, długo nic i powtóreczka. Duże miasta są 3 albo 4 (to podobnie jak w Norwegii). Dookoła równina, żadnych wzniesień. Czasami mijaliśmy jezioro otoczone laskiem (niezawielkim), a większość nazw miejscowości przypomina nazwy mebli z Ikei. Sama
Karlskrona jest miastem portowym, skomunikowanym z Gdynią. Ładne.Wigilia, dwa dni Świąt i powrót do domu. Po drodze zgarnęliśmy w Oslo moją siostrę, która przyleciała w odwiedzinki. Chwila w stolicy upewniła mnie, że Laerdal jest właściwszym dla mnie miejscem do życia. Cisza i spokój okolicy, i nie to, że mam jakieś uprzedzenia wobec innych kolorów skóry ale jak to powiedział Kuba Wojewódzki: Murzynek Bambo w Afryce mieszka i jak tam mieszka to niech tam mieszka:) Zawsze dziwiłam się gościom, którzy wyjeżdżają bo im w rodzonym kraju nie odpowiada, a jak już znajdą się tam gdzie jest fajnie (w ich pojęciu) to zaczynają ustawiać resztę świata pod siebie i swoje zwyczaje. I to niestety z rączkami tylko do siebie. Tacy właśnie "Szwedzi" z kobitami w chustach parkują pod drzwiami muzeum, gdzie jest zakaz parkowania (bo przecież mogą nie znać międzynarodowych znaków drogowych:).
Ale jak wspomniałam nas to nie dotyczy (na razie).
Jeździmy sobie na łyżwach w oczekiwaniu Nowego Roku.
Pozdrawiamy cieplutko.
Arleta&Freye
środa, 24 grudnia 2008
piątek, 19 grudnia 2008
Minęło pół roku.
Minęło pół roku i... wyszliśmy w końcu z pudeł! Przyjechały meble i zaczęła się akcja, oj działo się działo... Młotki, śrubokręty i takie tam były przez 3 dni wszędzie! Cała drużyna (śrubokręta) brała udział w zabawie. Kolejny raz wyszły różnice w stylu pracy. Oczywiście Kuba wszystko optymalizował, mierzył, zaznaczał, a ja typową dla mnie metodą- karate tłukłam młotkiem wszytko jak leci. W krytycznych momentach było: Marian, Marian zrób coś! Niestety dzieci odziedziczyły styl pracy po mamusi! Trudno było ogarnąć całość, zwłaszcza, że zacięcia młodzieży nie starczało na wiele a potem... nuuuuudyyyy! Jedynie jak trzeba je było odpalić do spania Tosia utyskiwała: A bo rodzice to mają dobrze mogą sobie skręcać meble do rana! Jutro (właściwie to dzisiaj) czeka nas pracowity dzień (poza wykończeniówką meblarską), będziemy tworzyć świąteczny nastrój (choinka, światełka, sklejanie domku z piernika, śnieżynki na szybie- z szablonów), piec ciasto figowe, pakować bety na wyjazd... Aha no i oczywiście- pakować ciasteczka dla tutejszych znajomych. Wieczorem ma być inspekcja salonu przy herbacie. Mają przyjść zaprzyjaźnieni Norwegowie. Nie mam pary aby obfotografować nowy entourage ale i do tego dojdzie jak tylko zbiorę siły. Nastrój świąteczny już dawno gości u nas. Dzięki wielkie wszystkim, którzy znajdują w tej gonitwie chwilę żeby wysłać maila, dzięki czemu mamy poczucie Waszej obecności u nas. To tak trochę jakbyśmy razem spędzali te Święta. Razem robili gwiazdy na choinki, piekli pierniki, skręcali meble, słuchali radia... Każdy znak od Was jest teraz na wagę złota. Nie ukrywam, że tęskni nam się...
Kończę aby nie wpaść w niefajny nastrój.
Pozdrawiamy cieplutko Arleta&Freye.
Kończę aby nie wpaść w niefajny nastrój.
Pozdrawiamy cieplutko Arleta&Freye.
wtorek, 16 grudnia 2008
Kasza dla krasnoludków.
Wyróżnia się tutaj następujące postaci krasnoludków: Szef- czyli święty Mikołaj (Julenisse), krasnale w czerwonych czapkach (chłopcy-nisseguter i dziewczynki- nissejenter, z odstającymi uszkami), krasnale w niebieskich czapkach blaafjell (czyt. blofjel) też płci obojga w różnym wieku, te mieszkają w Niebieskich Górach. Stara tradycja podaje, że te czerwone mają być nakarmione na święta kaszą bo inaczej robią się złośliwe jak trole i dokuczają ludziom przez cały rok (dopóki nie dostaną kaszy). Dziś w przedszkolu był kaszo-festyn. Dzieci miały przyjść w czerwonych czapkach. W trakcie zajęć na powietrzu przyszedł Julenisse z workiem prezentów i wraz z krasnoludko-przedszkolakami zasiadł do biesiady. Na pytanie jak smkowała kasza, Tosia z Sonią zgodnie odpowiedziały:Błeeee! Mimo małopolitycznej odpowiedzi prezenty z wora dostały (tradycyjnie słodycze).
Dla wszystkich zainteresowanych warsztatami ciasteczkowymi, odpowiadam; skończyłam z piekarnikiem, teraz nadszedł moment dekoracji. Chcę czy nie- pomagają mi dzieci z dużym entuzjazmem (a im większy entuzjazm tym więcej posypek na podłodze, MM-sów w buziach, lukru na podłodze, czekolady na ręcznikach...) ale co zrobić, Święta są dla wszystkich i ponoć na tym też polega ich atmosfera:) Jednocześnie przypomina mi się dedykacja w jednej z książek Ephraima Kischona; "książkę tę dedykuję mojej żonie i dziękuję za jej cenne rady i uwagi ,bez których książka ta powstałaby dwa razy szybciej".
W czasie tego słodkiego szaleństwa masa krytyczna została osiągnięta, co oznacza, że na sam ich widok dostaję odruchu wymiotnego. Ale jeszcze tylko skleimy karmelem domek z piernika i koniec!!! Do następnego roku, kiedy to tradycyjnie obiecam sobie: w tym roku tylko 3 rodzaje i basta! Niestety zauważyłam, że portki mi się w praniu zbiegły i nie chcą rozejść. A jeszcze niedawno powtarzałam za Grzegorzem Halamą: Co mi mogą zrobić takie małe ciasteczka?
Jak się zbiorę w sobie to ustawię je do fotografii zbiorowej i... sami zobaczycie!
Kuba zaproponował abym w ciągu dnia pyknęła fotę na dworze bez flesza. Na co ja, że nie zwariowałam do tego stopnia aby latać z aparatem i ciastkami na dwór. A jaka jest różnica w szaleństwie fotografowania żarcia w domu czy na zewnątrz? Zaripostował mój najlepszy z mężów?
Uwieczniłam swój trud (jak przystało na demona obróbki termicznej, musiałam się pochwalić to jasne) aby innym na coś się to zdało (przepisy wrzuciłam do Wielkiego Żarcia) zdjęcia pomysłów na dekoracje czy fajny upominek świąteczny...
I tak odliczamy dni do Świąt w Szwecji.
Pozdrawiamy cieplutko Arleta&Freye.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




